Czy naprawdę żyjemy coraz dłużej?

prof. Zbigniew Gaciong

W przestrzeni publicznej i medialnej powiela się twierdzenie, że dzięki postępowi w medycynie z roku na rok żyjemy coraz dłużej. Tymczasem to nie tylko dostęp do nowoczesnych terapii gwarantuje długie i zdrowe życie. Decydującą rolę odgrywa styl życia. A to oznacza, że nasz los jest w naszych rękach.
 

autor: prof. Zbigniew Gaciong specjalista chorób wewnętrznych i hipertensjologii z Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii WUM

Szacuje się, że w epoce paleolitu ludzie żyli średnio 30 lat, a pracowali zaledwie 5 godzin w tygodniu. Tyle wystarczało, żeby nazbierać jedzenia lub upolować duże zwierzę, które było źródłem pożywienia dla całego plemienia przez wiele dni. Dziś zarówno pracujemy jak i żyjemy znacznie dłużej. Analizując najstarsze spisy ludności pochodzące z krajów anglosaskich, widać, jak w kolejnych wiekach zwiększała się długość życia. Jednak najbardziej gwałtowny wzrost nastąpił w ostatnim stuleciu. Przede wszystkim ma to związek ze zmniejszeniem śmiertelności niemowląt,  które osiągnięto dzięki szczepieniom, opiece nad noworodkiem, opiece okołoporodowej, poprawie stanu higieny i zwiększeniu zamożności.

Wyliczona granica egzystencji
Żeby odpowiedzieć na pytanie, ile lat człowiek może żyć, warto posłużyć się wykresem oczekiwanej długości życia opracowanym w 1980 r. w Stanach Zjednoczonych. Obejmuje on lata 1900-2050. Na wykresie mamy dwie krzywe. Pierwsza odpowiada zmianom w długości życia, gdy bierzemy pod uwagę całą egzystencję człowieka - od momentu narodzin. Krzywa ta wskazuje, że z roku na rok populacyjnie żyjemy o 4 miesiące dłużej. Druga linia odpowiada zmianom oczekiwanej długości życia dla osób powyżej 65 lat i pokazuje, że w starszym wieku populacyjnie z roku na rok żyjemy już tylko o 18 dni dłużej. Wykreślając te dwie krzywe na wykresie, oszacowano, że w 2009 r. średnia oczekiwana długość życia wyniesie około 82 lat. Ten rachunek okazał się zbliżony do rzeczywistości. Jak pokazują dane ze Stanów, w roku 2009 średnia oczekiwana długość życia wyniosła tam prawie 80 lat. Skoro metoda się sprawdziła, naukowcy wykorzystali ją powtórnie i wprowadzając najnowsze dane, oszacowali, że obecnie uśredniona granica naszego życia to około 90 lat.

Efekt pandemii 
Wyliczenia naukowców i trend wzrostowy dotyczący długości życia zrewidowała ostatnio pandemia. Według danych GUS w Polsce długość życia w 2020 r. w porównaniu z rokiem 2019 uległo skróceniu o 1,5 roku w przypadku mężczyzn i o 1,1 roku w odniesieniu do kobiet. Może to wynikać z dwóch zjawisk. Pierwsze to bezpośrednie zgony wywołane przez infekcje wirusem SARS CoV2. Drugie - zgony pośrednio związane z wirusem, czyli wynikające z tego, że system opieki zdrowotnej jest przeciążony w związku z pandemią i nie można odpowiednio zadbać o pacjentów z innymi schorzeniami. Taka sytuacja dotyczy nie tylko Polski. Istnieją doniesienia z całego świata dowodzące, że pandemia spowodowała wzrost liczby zgonów wywołanych innymi chorobami. Został zaciągnięty tzw. dług zdrowotny. Analizy brytyjskie pokazują, że w ciągu najbliższych 5 lat mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa stracą 60 tys. lat życia ze względu na opóźnienia w rozpoznaniu chorób nowotworowych.

Najdłużej żyjący człowiek na świecie
Zanim doszliśmy do współczesnych wyliczeń, przez setki lat szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, jak długo maksymalnie może żyć człowiek. W naszym kręgu kulturowym odpowiedź znajdywaliśmy w Biblii. Starotestamentowy Matuzalem żył 969 lat. Jednak bibliści twierdzą, że chodziło tu nie o lata, ale miesiące. Zatem Matuzalem żył około 80 lat. O maksymalnej długości życia mowa jest również w Księdze Rodzaju. „I rzekł Pan: Nie będzie się wadził duch mój z człowiekiem na wieki, gdyż jest ciałem; i będą dni jego sto i dwadzieścia lat". Proroctwo biblijne zdaje się sprawdzać - jak dotąd najdłużej żyjącą osobą na świecie była Francuzka Jeanne Calment, która umarła przeżywszy 122 lata i 164 dni. Badacze we Francji przeanalizowali historię jej rodziny od początków XVIII w. Okazało się, że było w niej więcej osób długowiecznych (w porównaniu z grupą kontrolną). Mimo to syn Jeanne Calment zmarł mając 35 lat, a jej wnuk (lekarz), w wieku 36 lat. Ona sama uwielbiała czekoladę, przez 96 lat paliła kilka papierosów dziennie i przez całe życie była szczupła. Do 110 roku życia zachowała sprawność i fizyczną, i mentalną.

Masz tyle lat, ile twoje naczynia
Są osoby, o których mówi się, że wyglądają młodo jak na swoje lata lub poważnie jak na swoje lata. Jeanne Calment zapewne należała do tej pierwszej grupy, a jej wiek metrykalny nie pokrywał się z biologicznym. Czy wiek biologiczny w ogóle można zmierzyć? Okazuje się, że tak. William Osler, kanadyjski lekarz pracujący w Stanach Zjednoczonych i w Anglii był autorem słynnego stwierdzenia „Masz tyle lat, ile twoje naczynia". Naukowiec zauważył, że większość ludzi umiera z powodu chorób układu krążenia wywołanych miażdżycą. Zatem im bardziej postępująca miażdżyca, tym bardziej zaawansowany proces starzenia organizmu. Podstawowym wykładnikiem zaawansowania zmian w naczyniach jest ich narastająca sztywność, a jej następstwem - wysokie ciśnienie skurczowe przy prawidłowym ciśnieniu rozkurczowym. Istnieje proste badanie - pomiar prędkości fali tętna, które w kilka minut pozwala zmierzyć stopień sztywności naczyń. Im szybsza wędrówka fali tętna, tym sztywniejsze naczynia. A im sztywniejsze naczynia, tym większe ryzyko zgonu.

Limit podziału komórek
Leonard Hayflick, amerykański biolog po raz pierwszy udokumentował, że możliwości ludzkiego organizmu do odnowy są ograniczone. Uczony zajmował się hodowlą fibroblastów, czyli podstawowych komórek tkanki łącznej. Umieszczał je w naczyniu z płynem hodowlanym i obserwował ich podziały. Komórki dzieliły się aż do momentu, gdy zaczynały się ze sobą stykać. Z przerośniętej hodowli Hayflick wyjmował fibroblasty i przekładał do następnego naczynia. Czekał aż dojdzie do zahamowania kontaktowego i znowu przenosił. Okazało się, że nawet jeśli stworzył idealne warunki do hodowli, to po 50 transferach komórki przestawały się dzielić. Wnioski? Liczba podziałów, jakimi dysponuje pojedyncza komórka, jest ograniczona. Bardziej precyzyjna analiza wykazała potem, że w czasie podziału dochodzi do podwajania chromosomów i ich skracania. Dokładnie skracają się telomery, czyli struktury sterujące procesami podziału komórki. Ich długość jest zatem dobrym wykładnikiem wieku biologicznego. Im krótsze telomery, tym bardziej zaawansowany wiek biologiczny.

Wiek biologiczny wyczytany z genów
O tym, ile lat ma naprawdę nasz organizm, możemy się przekonać również badając geny. Wiadomo, że DNA wraz z upływem czasu i pod wpływem różnych czynników ulega modyfikacji. Zmiany następują poprzez tzw. procesy epigenetyczne - do zasad dołączają się małe cząsteczki, najczęściej są to grupy metylowe, które mogą zmieniać funkcję genu. Jeśli zatem przeanalizujemy wszystkie geny i sprawdzimy, na ile zostały zmienione, możemy oszacować wiek biologiczny. Zajął się tym Steve Horvath, naukowiec z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Opracował algorytm, który przelicza zmiany genetyczne na wiek biologiczny. Każdy może wejść na stronę internetową Horvatha i za 2,5 tys. dolarów sprawdzić, ile lat ma jego organizm. Jest też tańsza i prostsza metoda. Opracowali ją naukowcy z WUM. Zamiast analizować cały genom, wybrali kilka wskaźnikowych genów i udowodnili, że na tej podstawie również można oszacować wiek biologiczny. Ta metoda jest stosowana np. w kryminalistyce.

Raport Lalonde'a wciąż aktualny
Nietrudno zauważyć, że oczekiwana długość życia jest krańcowo odmienna w różnych regionach geograficznych świata. W krajach biednych ludzie żyją krócej niż w bogatych. W Europie Zachodniej dłużej niż w Środkowej i Wschodniej. Co ciekawe, różnice widać nawet, gdy przeanalizuje się dane z poszczególnych dzielnic Warszawy. Dlaczego w jednych regionach ludzie żyją dłużej, a w innych krócej? Takie pytanie zadał ekspertom Marck Lalonde, kanadyjski minister zdrowia. Powołał grupę specjalistów, którzy przeanalizowali mnóstwo danych i stworzyli dokument nazwany raportem Lalonde'a. Ukazał się on w latach 70. Wynikało z niego, że o długości egzystencji w największym stopniu (40-60 proc.) decyduje styl życia. W 20-25 proc. środowisko społeczne, w 10-20 proc. dostęp do nowoczesnej medycyny naprawczej, natomiast czynniki genetyczne jedynie w 5-10 proc. Podobną analizę przeprowadzili niedawno naukowcy ze Stanów Zjednoczonych. Okazało się, że nadal styl życia jest głównym czynnikiem determinującym długość egzystencji.

Co robić, by długo żyć
Skoro to nasze zachowania i postawy są najważniejsze, warto uściślić, co powinniśmy robić, a czego unikać, żeby żyć długo i zdrowo. To pytanie postawili sobie badacze związani z Uniwersytetem Bostońskim. W latach 50. rozpoczęli trwający do dziś projekt epidemiologiczny o nazwie Framingham Heart Study. Framingham, to miasteczko niedaleko Bostonu o strukturze demograficznej odpowiadającej populacji Stanów Zjednoczonych. Liderami projektu byli William Kannel i Thomas Dawber. To właśnie badaniu Framingham Hheart Study zawdzięczamy powszechnie znaną dziś wiedzę, że aby długo żyć i nie chorować, należy mniej jeść, więcej się ruszać i przestać palić. Naukowcy biorący udział w projekcie dowiedli, jak poszczególne tłuszcze wpływają na nasz organizm. Dzięki nim dowiedzieliśmy się też, że istnieje dobry i zły cholesterol oraz, jakie wartości ciśnienia tętniczego mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia. Wprowadzono pojęcie „czynnika ryzyka przedwczesnego zgonu". Posługujemy się nim do dziś. A WHO co roku publikuje zaktualizowaną listę czynników ryzyka, które wpływają na przedwczesne zgony. Z ostatniego zestawienia wynika, że 8 z nich wiąże się ze stylem życia. Są to w kolejności od tych, które są powiązane z największą liczbą zgonów: nadciśnienie, palenie tytoniu, cukrzyca, brak aktywności fizycznej, otyłość, hipercholesterolemia, ryzykowne zachowania seksualne i alkohol. Ich rozpowszechnienie jest tak duże, że wkrótce możemy spodziewać się skrócenia oczekiwanej długości trwania życia. Już w niektórych krajach jest to widoczne, np. w Stanach Zjednoczonych eksperci obawiają się, że obecne nastolatki mogą żyć krócej niż ich rodzice.

Sukcesy medycyny
Z każdym rokiem, dzięki postępowi w medycynie, potrafimy lepiej leczyć choroby. Gdy zaczynałem pracę jako lekarz cukrzyca typu 2 była diagnozowana znacznie rzadziej niż dziś. Jednak rozpoznanie oznaczało, że pacjent miał zaledwie 50 proc. szans na przeżycie kolejnych 5 lat. Obecnie prawie połowa moich pacjentów ma cukrzycę i żyją z chorobą przez wiele lat.  Miałem nawet 90-letnią pacjentkę, która od ponad 50 lat cierpiała na cukrzycę typu 1.Medycyna może i potrafi wydłużyć nam życie. Jednak w tym wypadku dokładamy lat do życia z chorobą, a naszym celem jest dołożenie lat do zdrowego życia. Czy jest to możliwe? Prowadzi się na ten temat mnóstwo badań na wszystkich organizmach od bakterii do naczelnych. Naukowcy szukają metody, która by wydłużyła życie. Póki co znany jest jeden sposób, który sprawdził się u wszystkich gatunków. Jest nim ograniczenie spożycia kalorii. Warto tu przytoczyć znane doświadczenie na gryzoniach. Myszy w hodowli podzielono na trzy grupy. W pierwszej gryzonie jadły, ile chciały, w drugiej - dostawały standardową dawkę pożywienia, w trzeciej - obcinano racje żywnościowe o więcej niż połowę z tego, co mysz chciałaby zjeść. W efekcie czas życia gryzoni w trzeciej grupie wydłużył się od kilku do kilkunastu miesięcy. Jest to bardzo wyraźny wzrost, jeśli weźmiemy pod uwagę, że zwierzęta te żyją w niewoli 2-3 lata.  Na ludziach nie przeprowadzano takich doświadczeń. Istniała jednak grupa eksperymentalna nazwana Calorie Restriction Society. Należące do niej osoby spożywały do 1600 kalorii na dobę. Obserwacje trwały 6 lat. Czy osoby te żyły dłużej - nie wiadomo. Jednak wystąpiła u nich wyraźna poprawa profilu ryzyka, czyli zmniejszyło się prawdopodobieństwo rozwoju choroby wieńcowej, udaru i innych schorzeń.

Nadzieja w pigułce?
Ostatnio pojawiły się głosy, że lekiem zapewniającym długowieczność jest metformina. To preparat stosowany w cukrzycy i pozyskiwany z bzu francuskiego. Nie tylko obniża stężenie cukru, ale realizuje podstawowy cel terapii pacjenta z cukrzycą, czyli chroni przed powikłaniami. Mechanizm działania metforminy jest dosyć złożony i tak naprawdę nie do końca poznany. Wiadomo jednak, że lek wpływa na metabolizm energetyczny komórki, wywołując w niej stan energetycznego głodu. Wyniki badań przeprowadzanych na zwierzętach sugerują, że metformina może wydłużać życie. Przeprowadzono np. następujący eksperyment na myszach. Dodano metforminę do wody, którą piły gryzonie i okazało się, że to wyraźnie wydłużyło im życie. Nie można jednak powiedzieć, że każdy, kto będzie brał metforminę, zapewni sobie długowieczność. Lek ten ma również swoje przeciwskazania i nie każdy może go stosować. Lepiej zatem skupić się na fakcie, że długość życia zależy przede wszystkim od tego, w jaki sposób żyjemy. Nasz los jest w naszych rękach, a nasza starość może być i szczęśliwa, i zdrowa.