Jak łączyć pracę naukową z życiem osobistym, co jest w tym najtrudniejsze?
Prof. Maria Pokorska-Śpiewak z Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego: Praca naukowa ma to do siebie, że nie wykonuje się jej jedynie w godzinach pracy, ale wymaga ona często poświęcenia czasu w domu, w czasie wolnym czy podczas urlopu, szczególnie jeśli kieruje się dużymi grantami. Są to także wyjazdy na konferencje, które odbywają się często w weekendy. Siłą rzeczy zaangażowanie w pracę naukową wpływa na życie rodzinne. Nasi bliscy, a szczególnie dzieci, nie muszą tego rozumieć i akceptować. Co nie znaczy jednak, że nie da się tych ról pogodzić. Mimo intensywnej pracy naukowej, jak i klinicznej oraz dydaktycznej, mam troje dzieci, w których życiu aktywnie uczestniczę. Myślę, że jest tu kilka kluczy do sukcesu. Po pierwsze, sprawna organizacja i planowanie. Chcąc pogodzić wiele ról życiowych w tym samym czasie, niezbędna jest odpowiednia logistyka. Nie znam lepiej zorganizowanych osób niż mamy, przede wszystkim te wielodzietne. Po drugie – konieczne jest dzielenie obowiązków oraz korzystanie z dostępnej pomocy i wsparcia rodziny. Nie żyjemy już w wielopokoleniowych domach, gdzie zawsze była babcia czy ciocia do pomocy. Dziś rodzice często muszą sami godzić obowiązki zawodowe z rodzinnymi. Jednak warto czasem poprosić o wsparcie rodziny. Po trzecie, niezbędne są kompromisy. Nie da się zrobić wszystkiego naraz na dobrym poziomie. Konieczne jest ustalenie hierarchii spraw i jej przestrzeganie. Dla mnie rodzina i dzieci są na pierwszym miejscu, dlatego na przykład zdecydowaliśmy z mężem – także naukowcem – że dopóki dzieci wymagają naszej obecności i nadzoru, unikamy dłuższych służbowych wyjazdów zagranicznych i jesteśmy w tym konsekwentni. Najważniejszą kwestią jest w mojej opinii dystans do wszystkiego, co robimy. Powtarzam często, że ja stale odpoczywam – w pracy od dzieci, z dziećmi od pracy. Dzięki temu mogę spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy i nie zatracić się w myśleniu o problemach.
Prof. Dominika Nowis, kierownik Laboratorium Medycyny Doświadczalnej: Najtrudniejsza jest codzienna konieczność zarządzania bardzo ograniczonym czasem tak, aby niczego nie zawalić. Wieczorna rozmowa z córką czy zaległe maile? Obiad na jutro czy niezapowiedziana telekonferencja? Serial z mężem na kanapie czy przegląd najnowszej naukowej literatury? Setki decyzji do podjęcia każdego dnia… I mózg non stop w pracy, bez wytchnienia, cały czas w tle analizujący zawodowe problemy… Jak więc godzić pracę naukową z życiem rodzinnym? Nie znalazłam takiego sposobu. Choć intensywnie przez wiele lat go szukałam. Dziś raczej działam z dnia na dzień, dopasowując się do bieżących potrzeb. I widzę, że w miarę dorastania naszej córki dom i rodzina zaczynają przeważać szalę.
Prof. Magdalena Kucia, kierownik Laboratorium Medycyny Regeneracyjnej: Dla mnie łączenie pracy naukowej z życiem rodzinnym zawsze było procesem, a nie stanem równowagi osiągniętym raz na zawsze. Najtrudniejsze bywało pogodzenie intensywnej pasji badawczej z potrzebą bycia naprawdę obecną poza pracą. Jednocześnie to właśnie ta pasja wnosiła do codzienności wiele radości i poczucia sensu, co pomagało przechodzić przez trudniejsze momenty. Z czasem nauczyłam się akceptować, że nie każdy etap pozwala na to samo zaangażowanie w obu sferach i że to jest w porządku. Bardzo pomogło mi zrozumienie, że nie muszę realizować jednego, „idealnego” modelu kariery. Ciekawość i radość odkrywania stały się dla mnie ważniejszym kompasem niż tempo czy zewnętrzne oczekiwania. Zaufanie do zespołu i zgoda na to, że nie wszystko musi opierać się na mojej stałej obecności, dały mi poczucie większej spójności. Pomogło mi też zrozumienie, że wraz z rozwojem kariery naukowej zmienia się także zakres odpowiedzialności. Oprócz badań pojawia się odpowiedzialność za zespół, młodszych współpracowników i wspólnie budowaną przestrzeń pracy.
Na jakim etapie kariery napięcie między pracą naukową a życiem rodzinnym było szczególnie mocno odczuwalne?
Prof. Maria Pokorska-Śpiewak: Myślę, że najtrudniejszym i najbardziej wymagającym etapem był czas, kiedy kierowałam dużym niekomercyjnym badaniem klinicznym o budżecie ponad 10 mln zł. Miałam ogromne poczucie odpowiedzialności za ten projekt, a jako że były to pierwsze tego typu badania w Polsce, doświadczenia niewielkie, więc problemy, szczególnie na etapie jego przygotowania, piętrzyły się i wymagały ode mnie stałej dyspozycyjności. Pamiętam, podczas urlopu nad morzem, kiedy moje dzieci i mąż spędzali dzień na plaży, ja siedziałam w hotelu i prowadziłam niezwykle trudne negocjacje, aby otrzymać lek do badania. Właściwie przez kilka lat trwania tego projektu nie miałam spokojnego urlopu, mimo że miałam świetny, zaangażowany zespół badawczy i wsparcie uczelni. Wysiłek nie poszedł na marne – projekt zakończył się ogromnym sukcesem, zarówno naukowym, jak i klinicznym i dziś wskazywany jest jako wzór dobrze przeprowadzonego badania.
Prof. Dominika Nowis: Najtrudniej było w pierwszym roku po urodzeniu córki, kiedy to tak naprawdę „wypadłam z naukowego obiegu” i w moim publikacyjnym życiorysie pojawiła się dziura. Nauka nie znosi próżni, niedokończone projekty tracą na znaczeniu. A tempo w pracy naukowej z roku na rok jest coraz szybsze, wręcz nieludzkie. Dziś nie ma tematów, nad którymi nie pracuje kilkoro, a częściej kilkudziesięcioro lub kilkuset badaczy na całym świecie. To bardzo smutna chwila, gdy widzi się publikację innego zespołu z wynikami „naszego” projektu.
Prof. Magdalena Kucia: To napięcie pojawia się szczególnie w momentach intensywnego rozwoju zespołu i odpowiedzialności grantowej. Presja terminów, ocen i decyzji finansowych, od których zależała praca innych osób, była wyraźnie odczuwalna. Z perspektywy czasu widzę jednak, że to właśnie te etapy nauczyły mnie dojrzałego zarządzania energią i odpowiedzialnością.
Co było lub kto był największym wsparciem na drodze naukowej?
Prof. Maria Pokorska-Śpiewak: Przez całe życie miałam szczęście do mądrych, doświadczonych nauczycieli – głównie, jak to w pediatrii – kobiet. Zresztą uważam, że można i należy uczyć się od każdego, kogo spotykamy. Także od młodszych koleżanek i kolegów, którzy z pewnością mają inne podejście, może bardziej dostosowane do dzisiejszych realiów pracy i życia. Nie ukrywam, że mam ogromne szczęście, że mój mąż jest także naukowcem, profesorem, uznanym autorytetem i specjalistą. Choć zajmuje się inną dziedziną medycyny, był dla mnie zawsze ogromnym oparciem i bardzo wiele mnie nauczył, szczególnie na początku mojej drogi naukowej. Kiedy ja wątpiłam w moje możliwości, zapewniał mnie, że dam radę. Dziś wzajemnie się wspieramy, zarówno w pracy, jak i – w szczególności – dzieląc obowiązki rodzicielskie.
Prof. Dominika Nowis: Moją drogę naukową wytyczyli znakomici mentorzy. Bez wyjątku mężczyźni. Osoby bardzo mądre, z ogromną wiedzą nie tylko naukową, ale przede wszystkim życiową. Byli i cały czas są dla mnie wzorem. Wciąż mogę z nimi przegadać lawinowo nawarstwiające się problemy. Dziś częściej są to problemy dotyczące zarządzania ludźmi i ich pracą, bo z aktywnego badacza stałam się managerem nauki, „ułatwiaczem” pracy naukowej młodszych koleżanek i kolegów.
Prof. Magdalena Kucia: Rozmowy z doświadczonymi osobami pomagały mi zachować perspektywę i przypominały, że odpowiedzialność można i warto dzielić. Bliscy dawali mi stabilność i dystans, dzięki którym nauka pozostawała źródłem radości, a nie wyłącznie obciążenia. Spotkania z kobietami, które z pasją i radością uprawiały naukę, a jednocześnie pozostawały wierne sobie, dawały mi ogromną motywację.
Co można powiedzieć młodym kobietom, które obawiają się, że kariera naukowa wyklucza życie rodzinne?
Prof. Maria Pokorska-Śpiewak: Uważam, że chcieć to móc. Jeśli komuś zależy na pracy naukowej, czuje ją, ma taką pasję, z pewnością uda się ją pogodzić z innymi dziedzinami życia. Ja poza tytułem profesora, jestem też specjalistą w dwóch dziedzinach medycyny, a jednocześnie spełniam się jako mama trójki dzieci. I jestem mocno zaangażowana w ich życie, pracuję dodatkowo społecznie na rzecz ich szkoły, aby miały jak najlepsze warunki do rozwoju. Oczywiście, konieczne są pewne kompromisy, dokonywanie wyborów, ale zawsze warto próbować, ze świadomością, że nie wszystko się zawsze uda i nie wszystko, co robimy, musi być idealne.
Prof. Dominika Nowis: W życiu najważniejsze jest, aby się nie znudzić. Nie znam innej pracy niż naukowa, która każdego dnia przynosi nowe odkrycia. To, że każdego dnia mogę nauczyć się czegoś nowego, sprawia, że codziennie widzę sens w wyruszeniu do pracy. Nikt od nas, kobiet, nie potrafi lepiej zarządzać czasem. Przy wsparciu najbliższych zawsze damy radę. A praca naukowa to codzienna ciekawość i rozwój. Nie ma moim zdaniem lepszego przepisu na udane życie zawodowe.
Prof. Magdalena Kucia: U podstaw pozostaje ciekawość świata i radość z poszukiwania odpowiedzi – nawet wtedy, gdy droga do nich bywa długa i pełna prób. Nauka uczy cierpliwości, odporności na porażki i wewnętrznej uczciwości, ale jednocześnie daje ogromną satysfakcję i poczucie sensu. Kariera naukowa nie musi, wręcz nie powinna wykluczać innych obszarów życia, ale wymaga świadomych wyborów i konsekwencji. Z mojego doświadczenia wynika, że różne przestrzenie życia nie muszą się wzajemnie wykluczać — przeciwnie, często się uzupełniają. Życie pozazawodowe daje perspektywę, dystans i energię, które są niezwykle potrzebne w pracy naukowej, zwłaszcza w trudnych momentach. Wielokrotnie obserwowałam, że osoby mające oparcie poza pracą są bardziej odporne, konsekwentne i potrafią długofalowo rozwijać ambitne projekty. Nauka, uprawiana w takiej równowadze, staje się nie tylko możliwa, ale też bardziej dojrzała i satysfakcjonująca.